9 czerwca 2013

An elegant suicide is the final artwork.


Ian Bell

23 lata


Papierosy. Dużo tabletek. Przewlekła depresja. Problemy z zasypianiem. Blizny. Wymuszony uśmiech. Starsza siostra w innym kraju, matka od ośmiu lat w grobie, ojciec za kratami.
Marzy o śmierci i pragnie jej ponad wszystko. Dużo czyta, jeszcze więcej myśli i zdarza mu się swoje przemyślenia zapisywać na kartkach, a następnie niszczyć je. Boli go samotność, choć teoretycznie ma dla kogo żyć, w czym utwierdza się każdego kolejnego dnia, kiedy budzi się obok tego kogoś


Matka była skarbem, świętością i kimś, kogo kochało się po prostu bezwarunkowo. Była też kimś, kto zawsze wysłuchał, rozumiał i umiał wesprzeć słowem, kiedy się tego potrzebowało. Nic dziwnego, że płacz, kiedy odeszła, trwał i nie ustawał, pomimo upływających tygodni. Zniszczył ją nowotwór szpiku kostnego, który właściwie pojawił się znikąd i postępował bardzo szybko. Mogło się wydawać, że świat runął, jednak nie… wszystko toczyło się dalej, tyle że bez ukochanej mamy.
Ojciec nigdy nie był tak ważny jak matka, jednak w oczach dziecka nie mógł być całkowicie obojętny. Wciąż był istotny, bez względu na awanturę, jaką spowodował gdy dowiedział się o tym, iż jego syn jest homoseksualny. I w pojmowaniu chłopaka, nie stał się nikim nawet w chwili, gdy jednego dnia nie pojawił się już w domu. Wylądował w więzieniu, o czym nastoletni jeszcze Ian dowiedział się całkiem przypadkiem. Podobno ojciec prowadził auto pod wpływem alkoholu i to wszystko. Jednak innym razem usłyszał, że ten wjechał w szybę wystawową jakiegoś sklepu i omal nie pozbawił życia dwóch osób. Do tej pory chłopak nie wie, jak to wyglądało naprawdę, bo wcale nie próbował dociekać.
Siostra… z siostrą bywało różnie. W okresie wczesnego dzieciństwa, Lena i Ian byli zgranym rodzeństwem, ale to wypalało się z każdym przemijającym rokiem, aż wreszcie umarło. Dziewczyna nigdy nie była zbyt wylewna, nawet w stosunku do matki, którą przecież kochała tak mocno jak jej brat. Uciekła z kraju niedługo po tym, jak ojciec został zamknięty. Tak po prostu, z dnia na dzień i bez większych wyjaśnień, spakowała część swoich rzeczy i wyjechała ze swoim chłopakiem, żegnając się krótko, zupełnie jakby miała wrócić do domu następnego dnia. Ale nie wróciła. I od pięciu lat nie dała jeszcze żadnego znaku życia.
Ian nie został tak całkowicie sam. Jeszcze nie wtedy, bo miał przy sobie kogoś, kto zapewniał go o swojej miłości, potrafił rozbawić do łez i obiecywał, że już na zawsze przy nim będzie. Z tym, że akurat on miał w zwyczaju obiecywać wiele rzeczy. Na przykład to, że zadzwoni, kiedy będzie daleko, że nie będzie podrywać innych chłopaków, albo że już więcej nie da sobie w żyłę. I pewnie żyłby nadal i kłamał dalej, a Ian wierzyłby w każde kolejne słowo, gdyby nie to, że pewnego dnia przeholował z tym ostatnim.
Jednak życie toczyło się dalej, czas wcale nie stanął w miejscu, tylko sam Ian zmienił się odrobinę. Zamknął się w sobie, stał się beznamiętny, przez dość długi czas nikogo do siebie nie dopuszczał. Zaczął zadawać sobie dużo pytań odnośnie tego, czego oczekiwał od życia i na żadne nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Pisał listy do matki, żadnego nie kończąc i spalał je płomieniem z zapalniczki. Przeczytał wiele książek psychologicznych, wypalił niezliczoną ilość paczek papierosów i spędził noce na wymyślaniu sobie własnej śmierci.
Nie do końca wie, dlaczego chciałby umrzeć. Wcale nie chodzi mu o to, by spotkać w zaświatach swoją ukochaną matkę, nie. Bo w rzeczywistości nie potrafi znaleźć dla tego pragnienia jakiegokolwiek racjonalnie brzmiącego wytłumaczenia. Po prostu wie, że się zabije i wie również, że zrobi to jeszcze w tym roku.