Charlene „Lene” Grace Mindless
Urodzona w 1990 roku. Szesnastego marca.
Jesteś człowiekiem. Zapewne wiele razy powiedziałeś, że chciałbyś zapomnieć o pewnym wydarzeniu. Mówiłeś „Nie mam zamiaru dłużej Cię oglądać”. Uwierz, że zapewne moje prośby właśnie się spełniły i nie jestem z tego ani trochę zadowolona.
Ciemność. To jedyne, co widziała brunetka, po otwarciu oczu. O dziwo, żyła, choć nie wiedziała, czy powinno to być dla niej zaskoczeniem. Tańczące dookoła liście wplotły się w jej włosy. Wiatr wiał bardzo silnie. Dopiero po chwili zorientowała się, że jest jej zimno. Rozejrzała się dookoła. Kilka drzew, uginających się przez nieogarnioną moc natury. Wstała. Za wszelką cenę próbowała przypomnieć sobie to, co stało się przed chwilą. Pustka – jedyna rzecz, która pozostała w jej głowie.
„Kim jestem? Jak mam na imię? Jak żyję? Gdzie mieszkam? Co się ze mną stało? Dlaczego tu jestem?”
Miliony pytań – żadnej odpowiedzi.
Przerażenie, bezradność…tak można nazwać jedynie kilka uczuć towarzyszących jej tamtego pamiętnego dnia, kiedy „powstała na nowo”. Straciła wszystko, co miała, jeśli w ogóle cokolwiek miała. Jeśli ktoś zapyta ją, kim jest, odpowiada, że nikim, bo człowiek, który ze swojego życia pamięta zaledwie kilka miesięcy nie ma ściśle sprecyzowanego charakteru.
Równie dobrze mogła zostać w lesie. Poddać się, nie widząc sensu w dalszym błądzeniu, jednak taka jest mentalność ludzka – każdy ma nadzieję na coś, co najprawdopodobniej jest niemożliwe.
Pobiegła w stronę światła bijącego od pobliskiego domu. Zatrzymała się przed bramą wejściową. Oddychała głęboko, zdenerwowana. Musiała jakoś zacząć żyć. Wszystko zwaliło się na jej głowę dosłownie w jednej chwili. Oparła głowę o metalowe pręty płotu. Zastanawiała się nad tym, co robi właśnie w tym miejscu, czy ktoś zechce ją odnaleźć. Wszelkie refleksje przychodziły jej jednak z wielkim trudem. Nie miała pojęcia, co się stało. Skuliła się tak, by nie dopuścić do siebie niczego i nikogo. Czuła, że zanim wszystko sobie uporządkuje, minie sporo czasu.
Czekała. Dzień. Dwa. Tydzień. Miesiąc. Nikt nie przychodził. Stopniowo traciła nadzieję, coraz bardziej utrzymując się w przekonaniu, że kiedyś była okropnym potworem, dlatego ludzie nie chcą jej teraz pomóc. Czy chciała się zmienić? A i owszem, tylko nie miała pojęcia, od czego zacząć. Nie widziała różnicy pomiędzy dobrem a złem. Z czasem przestała chcieć odkrywać dawną siebie. Wolała stworzyć wszystko zupełnie od nowa. Przyjechała do Nowego Jorku, by wypocząć, a jednocześnie w jej podświadomości zaistniała myśl, że być może znajdzie tam kogoś znajomego.
Zamknięta w sobie…
Cicha…
Po prostu inna.
Płakała, niemal każdej nocy. Nie wiedziała, dlaczego to robi. Nieogarniona rozpacz, ogarniająca ją codziennie. Potrzebowała drugiego człowieka, pomocnej dłoni, której nikt nie chciał do niej wyciągnąć. Czy dostała od losu drugą szansę? Ona tego nie odbiera w ten sposób. To raczej kara za popełnione wcześniej błędy. Kara, której wolałaby uniknąć.
Jak można określić jej charakter? Wielokrotnie zadawała sobie to pytanie. Całkowicie straciła zdolność porozumiewania się z ludźmi. Owszem, próbowała niejednokrotnie swoich sił w rozmowie, jednak zawsze mówiła coś nieodpowiedniego. Otwarcie przypominała o wszystkim, co tylko zaistniało w jej życiu, nie licząc się z zasadami kultury i tym, co pomyślą inni. Zostało w niej jedynie to oschłe, zimne i pozbawione emocji spojrzenie.
Ucieka przed światem, który za wszelką cenę próbuje ją dogonić. Przewraca się i to niejednokrotnie. Nie może ogarnąć nadmiaru informacji, nie rozumie tego, co się z nią stało. Prawie wcale się nie uśmiecha. Chodzi ze spuszczoną głową, unikając kontaktu wzrokowego.
Na świecie istnieje tylko jedna rzecz, którą zdążyła pokochać. Śpiewa i gra na gitarze, która została kiedyś porzucona na ulicy. Dziewczyna znalazła coś, w czym potrafi się odnaleźć – muzykę. Widzie siebie w dźwiękach, doskonale odzwierciedlających jej uczucia.
* * *
Śmiech. Czyjś, znajomy śmiech. Jasno świecące słońce. Szum morza. Piasek. Dookoła ludzie. Ona, wpatrująca się w łódź, pływającą w oddali. To ostatni obraz z przeszłości, który pozostał w jej głowie. Reszta pozostaje tajemnicą. Czy była szczęśliwa? Tak, nawet bardzo. Miała wtedy piętnaście lat, odkąd zatrzymał się czas. Miała przy sobie dwójkę rodziców – Rebbeccę i Johna. Próbowała ich odszukać. Dowiedziała się jedynie, że nie istnieje nikt o takim nazwisku. Kolejne rozczarowanie.
To nie były już te same ulice, które przemierzała kiedyś codziennie, w drodze do szkoły. Mimo wszelkich starań, nie odzyskała pamięci. Obiecała, że już nigdy nie powróci do swojego rodzinnego miasta.
Fakty:
- Ma szare oczy, włosy koloru ciemny blond.
- Utrzymuje się ze śpiewania i grania na ulicach.
- Nie ma stałego miejsca zamieszkania.
[Witam! Karta była już używana. Zapraszam do wątków i tworzenia powiązań!]